Cześć
Mam taki dzień, że moja bania tego nie ogarnia. Dzisiaj mój kolega powiedział mi, że nie chce ze mną przyjaźnić tak mnie to zabolało, że przez pół godziny wcinałam lody i ryczałam.
A to wszystko, przez moją koleżankę, nie będę mówić reszty szczegółów. Najważniejsze, że mam wene do napisania tego posta. Ostatnio na podwórku, siedziałam przy trawie i nagle z zaskoczenia (Patrzyłam się w trawę) wyłoniła się dżdżownica, a moja koleżanka do mnie
*Hodujemy dżdżownice!?
*Pogięło cię czy jak ? (ja ze zdziwieniem)
*Plote będzie fajnie (Tym swoim słodkim głosikiem)
*Dobra ale nie jęcz (patrze na nią ze zdziwieniem)
Wzięła łyżkę i zaczęła kopać wielką dziurę w trawie
*Jezu smaria jaka zawzięta (Mruczę pod nosem)
*O kurcze ani jednej glizdy nie znalazłam (Smutna poszła do domu)
Kiedy wróciłam moja mama:
*Woła mnie
*CO? (ja)
* (mama)
*No co? (powoli wychodzę z pokoju)
*No czemu nie odpowiadasz jak cię wołam? (mama)
*Boże. Nie było rozmowy dobrze? Dobrze (sama odpowiadam sobie na pytanie i wychodzę)
Ja tak do brata fajnych mamy rodziców. A ten się patrzy jak na idiotkę.
Do następnego posta <3
Łączna liczba wyświetleń
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz